wtorek, 9 września 2014

Wrześniowa Panna



Ma w sobie magię, jak żaden inny.
Mój wrzesień.
Zdecydowanie najbardziej mój ze wszystkich znanych mi dwunastu miesięcy.
Nie przeszkadzają mi jego zimne poranki chłodzące kostki, ani deszcz przychodzący znienacka.
Upajam się za to, widokiem niesamowicie ciepłego, popołudniowego światła, które tylko o tej porze roku ma taką barwę.
Zachwyca mnie wschodzące słońce, które przebija się przez tajemniczą mgłę, która zjawia się nagle, gdy oddalam się od miasta.
Złocące się drzewa i pierwsze opadające liście cieszą, a słońce, świecące jeszcze dość mocno, pozwala wygrzać kości i nie parzy, jak to lipcowe, czy sierpniowe.

Choć lubię lato jak każdy i tęsknię za nim w zimowe mroźne dni, to zawsze po upałach i wakacyjnych szaleństwach czekam na mój miesiąc, schyłek lata i kroczącą nieśmiało z nim pod rękę jesień.
Towarzysząca im aura wycisza mnie i pozwala bardziej skupić na sobie.

Wrześniowa Panna. Tak, to ja!

Nie bez znaczenia jest fakt, że urodziłam się w tym miesiącu.
Jako maluch, zawsze przebierałam nóżkami czekając na Mój dzień, rozradowana, gotowa na niespodzianki, przyjęcie, gości i pyszne urodzinowe kanapki z owocami, które mama przyrządzała tylko z tej okazji. Później, też nie mogło się obyć bez hucznego świętowania.

Emocje.
Jesień ma dla mnie pełno niespodzianek. Przynosi dużo dobrego i zawsze stawia mnie przed ważnymi decyzjami. Motywuje i inspiruje. Jednak dwa lata temu mój szczęśliwy wrzesień mocno ze mnie zażartował… Utrata bliskiej osoby zmienia obraz świata.
Dziś jest ciężki dzień.  Zamyślona i tęskniąca tak, że niemal czuję zaciskające się serce, wędruję po wspomnieniach.  Łzy zbierają się w oczach i czuję, że zaraz spłyną po policzkach.
Czy kiedyś dziewiąty dniu września będziesz mniej smutny?

Za dwa dni mój dzień. Nie czekam już na niego tak jak dawniej, nie zależy mi na szaleństwach. Melancholijny nastrój znów zostanie ze mną na dłużej. Znów za mocno się wzruszę, gdy bliscy złożą życzenia. Znów za szybko zaszklą mi się oczy, ale nie ma na to rady, takie już ze mnie serduszko.

Emocje. Moja największa siła. Choć osiągają teraz najwyższy stan, nadal wierzę w moc jesieni. Najwięcej mnie w niej jest. Za chwilę kolory nasycą moje oczy, odurzę się zapachem mokrych liści i uśmiech znów nie będzie schodził mi z twarzy.
Wrześniowa Panna. Tak, to Ja! :-)



Ściskam mocno
M.

czwartek, 17 lipca 2014

Morze i Monia, morze i torba. Zdania zgubione w kilometrach



Zdania mi uciekają, choć tak bardzo chcę je zatrzymać i złożyć w całość!
Zawsze układają się w głowie i nabierają świadomości w chwilach, gdy ciężko je utrwalić, głównie gdy pędzę gdzieś i nie mam jak się zatrzymać, spisać, cokolwiek.
Rower, o którym pisałam kilka postów wstecz <Tu, tu> jest już na stałe wpisany w mój obraz :-) Gdy zaczynałam z nim tegoroczną przygodę, dawał mi porządny wycisk. Początek był ciężkawy, ale warto było zacisnąć zęby. Pędzę nim teraz po całym mieście, nie ogranicza mnie transport publiczny i co chwila biję kolejne swoje rekordy, bo ciągle za późno gramolę się z domu i pędzić muszę, mocniej pracować mięśniami, by dojechać na czas :-)
Powietrze owiewa mi twarz, słyszę swój szybki oddech, a w głowie kłębią się myśli. Rower je uwalnia i składa w te piękne zdania, co wywołują na mej twarzy uśmiech, których ja jednak nigdy nie napiszę, bo gubią się gdzieś w pokonywanych kilometrach...
Złoszczę się za to na siebie, ale widać tak to z tymi ulotnymi myślami już jest.

Siedzę więc tak teraz i sklejam zdania, wydaje się, że o niczym. Chciałabym o tym co mam w głowie, ale łatwo nie jest, bo ten kociołek tak ostatnio się mocno gotuje, że trochę kipi. Kipi, więc nieco z niego ucieka... Ciężko pisać, gdy fruwam oderwana od świata, a od niedawna tak właśnie sie czuję. Unoszę się lekko nad ziemią, ale dobrze mi tak, nie chcę opadać. Pogodne nastwienie do życia, uśmiech stale goszczący na twarzy i błyszczące oczy przyciągają dobrych ludzi, a takich chcę i całe szczęście znajduję przy sobie, gdy potrzebuję jeszcze więcej pozytywnej energii :)

Poza tym, że daję ostatnio na blogu upust nagromadzonym myślom mam dla Was dobrego newsa ;)
Pamiętacie Moniszkową marynarską torebkę? Jeśli nie, zerknijcie TU, lub na zdjęcia poniżej ;-) Nie tak dawno temu uczestniczyła w ślicznej sesji do wywiadu dla magazynu "Chasing Dreams", o którym pisałam TUTAJ. Magazyn doczekał się polskiej wersji, więc zainteresowanych zachęcam gorąco do lektury :-) Jest w nim masa inspiracji, a kto przeczyta to dzieło przezdolnych dziewczyn, z pewnością nie będzie się mógł doczekać kolejnego numeru tak samo jak ja :)


 
Ps. Torba ostatnio zabrała się ze mną na krótki morski wypad :-) Mieści wszystko co może znaleźć się w damskiej torebce + ręcznik na plażę i puszeczkę z zimnym napojem, co niezaprzeczalnie jest jej wielką zaletą ;-)


Całuję i ściskam
M.

niedziela, 15 czerwca 2014

Gubię się i wracam



Potrzeba tworzenia dobija się do mnie. Z początku  nieśmiało pukała, teraz wali do drzwi bez opamiętania...
Dni przeciekają mi przez palce gdy tak ciągle gdzieś się spieszę, robię milion rzeczy na raz, prostych, nie mających nic wspólnego z dziką mną. Wpadam nagle w jakąś nową przestrzeń, marnując na nią czas kompletnie tego nie zauważając, tracę wtedy na chwilę M. Tą eM, która siedzi we mnie, karmi się dobrą energią, łapie obrazy, dźwięki, minuty, sekundy i zapisuje je wszystkie w pamięci. Szuka natchnienia, chce doświadczać, chłonąć świat, by zaraz wykorzystać go w nowych pomysłach.

Biegnę tak, bez zadyszki, bez oglądania się za siebie i nagle, w jednej chwili coś mnie zatrzymuje. Dociera do mnie świadomość. Gubię się, by zaraz się odnaleźć. Poczucie marnowania czasu mnie dobija, staję i rozglądam się z niedowierzaniem. Mały niepokój na moment gości w sercu i każe łapać głęboki wdech. Uświadamiam sobie, że znów skręciłam z tej mojej polnej drogi i  ogarnia mnie poczucie, że tak bardzo chcę znów na nią wrócić...
Uspakajam się i dochodzę do siebie.
Codzienność zamiata w kąt niespokojną duszę, ale dobrze, że są dni takie jak ten, gdy wiatr znów ją rozwiewa i przypomina mi, czego tak na prawdę pragnę.

Puszczam więc muzykę, która mnie rozbudza. Słucham, piszę, myślę o projektach w mojej głowie, które czekają na dokończenie. Przypominam sobie te pozytywne emocje, których doświadczam na koncertach. Włączam ten, który mogłam przeżyć, przepełniony natchnieniem. Oh jak nie mogę wybaczyć sobie że odpuściłam dzisiejszą Florence....nakarmiłaby tę wygłodniałą eM.



I tak, zamiast ładować się dźwiękami uderzającymi w moje płuca, szaleć pod sceną i chłonąc natchnienie, słucham koncertu Florence przez telefon ;-)....
Siostra pamięta i dzwoni, by choć kilka minut, przez trzeszczące łącze poczuć tą energię...
Kamcia! Dziękuję! :*

Ciągle głodna M.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Jak ropuchy rechoczą i czemu to miłe jest



Lubię letnie życie w mieście. Jego, może ciut za szybkie tempo rekompensuję sobie małymi przyjemnościami, jak dobra kawa w spokojnej kawiarni, rundka rowerem ulicami zabudowanymi starymi kamienicami, piknikiem w parku, kinem na świeżym powietrzu, czy piwkiem w ogródku ulubionej knajpki. Małe przyjemności, które wywołują na mej twarzy uśmiech i świetnie mnie relaksują, utrzymują w równowadze w tym naszym zapędzonym świecie. Ale nie o tym miejskim zgiełku dziś będzie.

Słyszeliście kiedyś rechot ropuch późno-wieczorną, czy też nocną porą?
Ja słyszałam go po raz pierwszy. Hałas rozchodzący się po wodzie niesamowicie rozbrzemiewa i niesie się całkiem daleko! Nie sposób się nie uśmiechnąć. Wyobraźcie sobie tylko morze ropuch rechoczących gdzieś w zaroślach, trawie, czy co tam rośnie przy wodzie :-)
Rechot fajny jest, jak z resztą wszystkie dźwięki przyrody, które dane jest mi usłyszeć. Zasłuchana zapisuję je w pamięci i wrzucam w pudełko z etykietą "umilacze życia", w którym leżą i mieszają się śpiewy rannych ptaków, czy wołania mew współgrające z szumem morza. To piękno przyrody nieustannie mnie zachwyca. Lubię uciec na chwilę, czasami to dosłownie minuty, w których na moment odpływam widząc lub słysząc nieopisane piękno, które nas otacza.



Na weekend wyjeżdżałam z Łodzi. Długa podróż pociągiem może być nużąca, ale jeśli tylko na chwilę otworzymy oczy i zerkniemy na przelatujące za oknem obrazy możemy znaleźć się w niemalże innym świecie. Moja piątkowa, popołudniowo-wieczorna droga dostarczyła mi takich wizualnych wrażeń i o dziwo, nie byłam jedyna!

Ze słuchawkami w uszach siedziałam zasłuchana, myślami krążąca gdzieś daleko, zerkałam tak co chwilę w okno, w którym z racji zapadającego zmroku coraz ciężej było można dostrzec coś więcej niż własne odbicie i nagle olśnienie! Przed oczami ukazała się cudownie opadająca na mijane pola i łąki mgła, sprawiająca wrażenie jakby otulała je miękko chroniąc przed nadchodzącą nocą. Widok iście bajkowy!
Upojona widokiem, zapisanym już w całym tym bałaganie w głowie, z wypisaną na twarzy radością i uśmiechem na twarzy odrywam się od okna i patrzę na przeciwko.
On też to widzi!
I oczy błyszczą mu tak samo jak mi!
Odwzajemnia uśmiech.
I tak jedziemy dalej, wgapieni w okno, każde na swój sposób łapiące tę ulotną chwilę kojącą myśli..

Naładowana pozytywkami,
M.

czwartek, 22 maja 2014

Jestem Mistrzynią!



Zdecydowanie jestem Mistrzynią.
Mistrzynią rechotania przez telefon, mistrzynią brudzenia kubków niezliczoną ilością herbat i soków, mistrzynią kręcenia tyłeczkiem i pląsania po pokoju w rytm wybrzmiewającej z głośników muzyki (jak nikt nie widzi, oczywista!). Jestem też mistrzynią ignorowania porannego budzika i przeciągania drzemki do granic możliwości, a ostatnio jestem mistrzynią wylegiwania się na balkonie na kocyku i łapania słoneczka za dnia, a wieczorem przyjemnie chłodzącego, rześkiego wiaterku. Do tych wszystkich mistrzostw muszę doliczyć jeszcze jedno, mistrzostwo marnotrawienia czasu.

Dumą napawa mnie prawie wszystko wyżej wymienione oprócz tego ostatniego.
Siedzę na mym świetnym zielonym balkonie, na tym wspomnianym wyżej kocyku, otoczona kubkiem herbaty, laptopem, notatkami i wydrukowanymi stronami znienawidzonej pracy... I to wszystko zabija wszelkie procesy myślowe w mojej głowie dotyczące włóczek i materiałów szczelnie upchniętych w pudełkach, czekających na lepsze czasy, czasy po...

"Zmobilizuj się Mała!", te słowa brzmią w mojej głowie.
"Jesteś najlepsza! I udowodnij to sobie. Skończ tą cholerną pracę!".

Kat wisi nad głową. Monia klepie w klawiaturę. Jakieś zapisane strony muszą dziś dołączyć do tych leżących na lewo ode mnie. Mus to mus.
Kopnijcie w pupcię i zagońcie do roboty!!
Plisssssssssssss
M.

środa, 7 maja 2014

Chasing Dreams, dech w piersi zapiera!

Nadszedł dzień, gdy mogę pokazać Wam coś super, mega wypaśnego ;-)
W przestrzeni internetu ukazał się właśnie nowiutki magazyn inspiracyjny Chasing Dreams. Stworzyły go dwie utalentowane dziewczyny, Kasia i Magda. Zaprosiły do współpracy kilka równie kreatywnych osóbek i tak powstało to cudo :-) Autorki chcą zarażać pomysłami i ja wierzę, że im się uda. Przecież ich robota to pełna profeska!


http://chasingdreamsmagazine.blogspot.com/



Wspólnie z we grochy zaznaczyłyśmy swoją obecność w magazynie. Dziewczyny poświęciły nam 4 wspaniałe strony. Możecie poczytać na nich trochę o historii naszej przyjaźni i wspólnej miłości do "kawałka sznurka" ;-)



Gorąco polecam magazyn dziewczyn, bo to pełna profeska! Znajdziecie w nim masę pomysłów i inspiracji, na zachętę kilka stron, a jest ich tam o wiele więcej i każda jedna piękna!




Nie mogę przestać go przeglądać!
Buziaki,
M.

wtorek, 6 maja 2014

O życiu takie takie i kiecka nowa!



Kocham życie! Jest tak zaskakujące i nieprzewidywalne. Uwielbia planować dla nas niespodzianki, płatać figle. Bywa, że to niezłe psikusy, ale nie ma co się denerwować, ja tam lubię niespodzianki :-)

Ciężko dzisiaj spałam, dziwnie nerwowo i otworzyłam oczy jeszcze przed budzikiem! Skandaliczna to była godzina... Budząc się, pierwsze o czym pomyślałam było to, jak cieszę się, że jestem tu gdzie jestem.

Lubię moje nowe miejsce, płynie z niego pozytywna energia, która przepełnia mnie całą i...tak jest dobrze :-)
Wiosna wpływa na mnie niezwykle optymistycznie. Jakby na każdym kroku chciała dać mi znać, że świat jest taki piękny i trzeba się nim cieszyć.
Cudowny zapach kwitnących drzew, soczysta zieleń, nasycona deszczem, chłodne poranne powietrze owiewające mi twarz, popołudniowa kawa w dobrym towarzystwie, błądzenie rowerem po nowych nieznanych ścieżkach i przypadkowe odkrywanie miasta, niespodziewane spotkania przepełnione pozytywnymi wibracjami i wiadro emocji, które towarzyszą mi w każdej z tych chwil. Tak. Zdecydowanie kocham życie :-)
Taką jestem trochę wariatką.
Chociaż codziennie miewam wiele powodów by się złościć, to myślę, że szkoda mnie na to. Wolę błądzić gdzieś myślami, uśmiechać się do siebie i łapać te ulotne chwile, sekundy, minuty, godziny. Zapisywać gdzieś w pamięci i wracać w gorszych momentach, by przypomnieć sobie jak życie jest piękne.

***

Za mną kolejny dzień z rowerem. Kilometry pomału przelatują, a mi jeździ się coraz lepiej :-)
Od jakiegoś czasu pomysły gromadzą się pod czupryną i powoli się realizują, tak jak np. mój nowy ciuszek. Zrobiona z Hooked Zpagetti spódnica. Podchodziłam do niej kilka razy, bo nie od początku to co w głowie udało się przenieść w rzeczywistość, ale już ją uwielbiam! Nosi się genialnie.




Całuję,
Mocno oszołomiona wiosną M.

wtorek, 29 kwietnia 2014

4:40. Mój dzień i co tak na prawdę kocham wiosną.

4:40. Znów dzwoni to dziadostwo... Smutek i żal. Znów trzeba się zrywać, wyskoczyć spod ciepłej pierzynki... Ale zimno! Brr... No tak, kolejny raz zostawiłam w kuchni otwarte okno. Zimno i głośno! Ale ja lubię ten hałas. Koncert na zewnątrz się rozkręca. Oh, jaki cudowny śpiew! Ćwierkanie dźwięczy mi w uszach i dociera do każdej komórki w moim ciele. Uśmiecham się. Kocham Cię Wiosno!

Ogarnięcie się rano, przy tej pięknej muzyce zajmuje mi trochę czasu. Szybki prysznic, szybki make-up, szybkie śniadanko. Rozproszona wiosną, robię te proste czynności nieco nieporadnie, ale w końcu opatulona w chustkę, z lekką kurtką na plecach, wałówką jedzenia (przecież to tylko 8 godz... ;-) wskakuję żwawo na moje kochane dwa kółka.
Nareszcie!
Źródło: pinterst.com

Rozkoszuję się dźwiękami przyrody i ruszam. Przede mną 8 km. Jak na razie po zimowej przerwie (wożeniu pupci autem i zaleganiu na kanapie popołudniami) mój organizm dostaje szoku i tych 8 km pedałowania jest wyzwaniem, ale daję radę. Jedzie się przyjemnie. Bywa ciężko, ale przyjemnie. Przed 6 rano auta mijają mnie sporadycznie, to jest kolejna zaleta, po koncercie ptaków, rozpoczynania tak wcześnie dnia.
Trochę spóźniona (siet! znów tak długo jechałam?) docieram do pracy. Godziny lecą, robi się 14. Koszyk wyczyszczony z jedzenia, ja napojona litrami herbaty znów siadam na rower. Co za radość!
Wiatr owiewa mnie przyjemnie, słońce grzeje, tych samochodów tylko jakby więcej i powietrze jakby cięższe... Słuchawki w uszach nieco izolują mnie od hałasu. Tylko nieco, bo dbam o bezpieczeństwo i lubię słyszeć co dzieje się za moimi plecami. Droga powrotna jest mniej męcząca. Może z górki? Może to perspektywa mega długiego popołudnia dodaje mi energii?  Ważne, że jadę. Walczę z organizmem zaniedbanym przez zimę (ja się pytam, "jak tak można?") i wiem, że będzie lepiej. Jeszcze kilka razy i mięśnie nie będą tak zmęczone, czas podróży się skróci, a przyjemność z jazdy będzie jeszcze większa.

Nie należę do cyklistów przemieszczających się na swym pojeździe niezależnie od pory roku, zimą przeszkadza mi przeraźliwe zimno i lód/śnieg/błoto. Nie czuję radości z wskoczenia na siodełko i walczenia z pogodą aby dotrzeć do celu. Być może dlatego, że porzucam rower na kilka miesięcy, z taką przyjemnością na niego wskakuję, gdy pogoda staje się bardziej łaskawa?
Pierwsza jazda tego roku miała dla mnie niespodziankę.
Załapałam się na deszcz. Nagłe 5 min opadu wielkich jak groch kropli przemoczyło mnie zupełnie. Ale ja z cukru nie jestem. Deszcz był ciepły, wiatr łaskawy, więc z mojej twarzy nie schodził uśmiech. Wariatka? E tam, wariatka. Ja po prostu kocham rower ;-)

Tak. Tam u góry to ja :-D W końcu znów się odważyłam. Cięcie na maxa. Krótko. Ale tak cholernie dobrze się czuję ;-)



Całusy,
M.